Czy podróże nas zmieniają

 

 Nie CZY?! …….ale jak BARDZO.
 
Gdy siedzieliśmy wieczorem i dłużej zastanowiliśmy się nad tym pytaniem…zaczęliśmy myśleć o tym jak wielką transformację przeszliśmy przez ostatnie lata…jak bardzo nasze podejście do życia ewoluowało…nie przez…a dzięki podróżom.  

Gdy po raz pierwszy udajemy się w podróż z pewnością na początku pojawia się wszechobecna ciekawość. Chłoniemy wszystko czego dotkniemy, na co spojrzymy, czego16722632_690254014480604_8031765586358584568_o powąchamy. Nowe strefy umysłu zostają pobudzone. Gdy podróżuje się już wiele miesięcy bądź lat….wojaże po świecie potrafią całkowicie, acz czasem niezauważalnie i podstępnie zmienić naszą osobowość.
Można by powiedzieć – UWAGA – podróżujesz na własną odpowiedzialność 😉
Zresztą potwierdzono to nawet naukowo. Jednorazowa podróż za granicę przynajmniej na kilka miesięcy zmienia psychikę człowieka.
My ten proces zmian przechodzimy.
Czy może się on kiedyś skończyć? – Wątpimy.
To swojego rodzaju ewolucja.
No, ale od początku.

To, że podróże kształcą, wie każdy. Sęk w tym, że będąc w podróży wiele miesięcy zmieniają one nas od środka. Zmieniają nasze podejście nie tylko do otaczającego  świata, ale też do samego siebie. Gdy myśleliśmy nad tymi zmianami do głowy przyszły nam w pierwszej kolejności dwie rzeczy.

Po pierwsze:
im dłużej przebywamy poza naszą ojczyzną…tym bardziej ją doceniamy! Gdy masz porównanie, gdy widzisz naocznie jak wygląda codzienność w innych państwach rozumiesz, że Polska to wspaniałe miejsce do życia. I nikt nigdy z tych narzekających na kraj nam nie wmówi, że jest inaczej. Poza tym pojawia się drugie przesłanie, a zarazem zachęta do podróżowania. Wiecie kto najbardziej narzeka na swoją ojczyznę? Kto jej nie docenia? Ludzie, którzy w większości nigdy z niej nie wyjechali. Ludzie, którzy po prostu nie wiedzą jak mają dobrze. Gdy jedziesz do innego kraju i spędzisz tam więcej czasu poznajesz taki, jaki jest prawdziwy. Inaczej go odbierasz. Nie ten z folderów reklamowych, nie ten z pocztówek czy przekoloryzowanych filmików pokazywanych w telewizji czy na youtube. Tylko taki z jego  wszystkimi zaletami, ale też licznymi wadami. 44585396_1035268356645833_427027063275257856_o
Po drugie:
Dzięki naszym wędrówkom zrozumieliśmy, że wszystko jest osiągalne. Gdy czegoś bardzo chcemy, gdy konsekwentnie do tego dążymy to się spełni. Dlatego tak ważne jest zakładanie sobie bardzo ambitnych celów. Gdy cofniemy się o 5 lat, przypomnimy sobie swoje myśli:
– ooo tego to nigdy nie zrobimy, przecież to dla nas nieosiągalne
– jak inni to robią…przecież dla nas to niemożliwe, by to zrobić.

– no chciałbym/chciałabym…ale…ale…ale – Ciągle było to ALE.

Dużo masz dziś takich rzeczy o których śnisz po nocach, ale uważasz, że nigdy się nie spełnią? My już nie myślimy o rzeczach na pozór nieosiągalnych w kwestii marzeń. Dziś marzenia zamieniamy w  nasze cele. Zastanawiamy się w jaki sposób możemy je zrealizować. Bo wiemy, że OK, nie wszystkie, ale część z nich na pewno uda się urzeczywistnić. Część z tych, które na starcie uważasz przecież za nierealne.
I tu płynnie pojawia się kolejny punkt. Skoro nie ma rzeczy niemożliwych. Skoro pojawia się świadomość, że możemy żyć tak jakbyśmy tego chcieli. Możemy rozwijać pasje i co chyba najważniejsze – ciągle mieć do czego dążyć. Pokonywać wyzwania, przeszkody i osiągać zamierzone cele. To wtedy pojawia się samoistne zadowolenie z własnego bytu. Pojawia się uśmiech. Wstajesz rano i kawa smakuje jakoś tak lepiej, a śniadanie wyszło Ci o dziwo najsmaczniejsze jakie jadłeś w ostatnich tygodniach. Pojawia się nowa energia. Z tą energią łatwiej nam przełamywać swoje obawy. Lęki, które nas hamowałymalta_6 (5) do tej pory. Wtedy stawiane przed sobą cele zaczną być coraz bardziej ambitne. W ogóle w podróży – nawet tej pierwszej – jest coś takiego, że ludzie często przełamują swoje bojaźnie. Myślisz sobie…aaa żyje się tylko raz…aa skoro tu jestem to kiedy jak nie teraz. Przykład z naszego życia. Frania zawsze bała się pływać w miejscu, gdzie nie ma gruntu. Podczas naszej wizyty na Malcie, by się kąpać w wielu miejscach trzeba wskoczyć do wody z klifu. A pod nami od razu 3-4 metry głębokości. No i tak leży…leży…pojawiła się myśl…NASTĘPNYM razem jak tu przyjadę z pewnością nie będę się bać i wskoczę do wody. Wręcz wściekła na siebie, że 35 stopni, a ona nie może wejść i się ochłodzić…ale następnym razem…ej..cholera…Co zmieni się tym NASTĘPNYM razem? Może następnego razu już nie będzie? W ogóle właściwie dlaczego nie teraz? Bo co? Bo lęk? Wyimaginowane obawy? Oooo nie nie….i od tamtej pory wskakiwała już nawet na otwartym morzu, byle tylko popluskać się w dającej relaks wodzie. Łatwe co? To mózg płata nam figle.
A wyobraź sobie podczas długiej podróży Twój mózg zaczyna się do tego przyzwyczajać. Wtedy wracając do domu ta energia, ten pozytywny flow przekładasz na tę szarą codzienność, dodając jej kolorytu. Dodając sobie odwagi w działaniu.
Kojarzysz to skądś?- No właśnie. 16992185_697693203736685_983345105936222074_o.jpg
A to już tylko krok od szukania nowych zainteresowań, nowych rzeczy, które mogą nas ciekawić, inspirować. Umysł chce przełamywać kolejne bariery. To nie tak, że trzeba od razu wskakiwać na Everest. Sęk w tym, żeby krok po kroku dążyć do Everestu swoich marzeń. Po drodze pokonując kolejne wzniesienia, wyzwania. A gdy dotrzecie już na szczyt…wiecie co? Będziecie się rozglądać za nowymi ambicjami. Spojrzycie za siebie…i będziecie się śmiać z siebie samego…tego, który jeszcze kilka miesięcy czy lat temu bał się pokonać pierwszą przeszkodę, która dziś wydaje się wam banalna.
Gdy już zbudowaliśmy ten grunt reszta zacznie pojawiać się wręcz automatycznie. Konsekwencją często staje się to, że gdy budzimy się rano z uśmiechem….zaczynamy akceptować siebie. Zapominamy o swoich (często sztucznie) wymyślonych słabostkach czy kompleksach. A gdy my jesteśmy szczęśliwi dopiero wtedy naprawdę możemy dawać szczęście swoim bliskim. Pojawia się otwartość dla innych. My w życiu odwiedziliśmy wiele miejsc, gdzie żyje się bardzo ciężko. Często bez dostępu do elektryczności, bez bieżącej wody czy czasem nawet z problemem skąd wziąć produkty na następny obiad. I pewnie to banał….ale serio najczęściej w tych miejscach spotykaliśmy się z największą bezinteresownością i uprzejmością dla drugiego człowieka. To uczy. To cholernie uczy, żeby być dobrym dla siebie nawzajem. Bo w dzisiejszym świecie pełnym gadżetów i innych pierdół ważne, by pamiętać, że „szczęście jest prawdziwe tylko wtedy, kiedy masz się nim z kim podzielić”.
Wracając do postawionego na wstępie pytania.
Podróże nas nie zmieniły….ona nas zmieniają.
Nawet kiedy aktualnie jesteśmy w domu..ta ewolucja trwa. Przewartościowanie życia wraz z przemianą osobowości, którego nigdy nie można uznać za ukończony. Człowiek nie tylko uczy się, ale też zmienia przez całe życie. Podróżujmy! Bo dzięki temu będziemy w stanie zajrzeć w głąb samego siebie i odnaleźć to czego być może cały czas szukamy.
Może czytając ten tekst stwierdzisz…koloryzują, przesadzają…To właśnie tekst dla Ciebie. Bo wyobraź sobie…tylko przez moment…co by było…jakbyś mógł/mogła zmienić swoje życie….gdybyśmy jednak mieli rację…?
Frania & Adam.
fot1
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s