Nikaragua – Odkryliśmy nowy RAJ?!

Z góry ostrzegamy! Jest to chyba najdłuższa relacja jaką w życiu pisaliśmy. Podczas pobytu tyle się działo, że i tak mogłaby być jeszcze dwukrotnie dłuższa 🙂

Okres – Luty-Marzec 2018
Transport – lot liniami Air Canada ( Warszawa-Bruksela-Kostaryka)
Nasza Fotorelacja w pigułce:

No to zaczynamy!

Przeciętny zjadacz chleba o Nikaragui nie wie nic.
Nawet ludzie, którzy zwiedzili już trochę krajów o Nikaragui wiedzą niewiele.
Dlaczego?
Czy jest tam coś ciekawego czy ludzie ją omijają, bo szkoda marnować czas?
Na te i kilka innych pytań chcieliśmy odpowiedzieć w swojej relacji.

Po pierwsze – wliczamy się do ludzi, którzy o Nikaragui wiedzą niewiele. Tzn. wiedzieliśmy niewiele, bo po 3 tygodniach spędzonych w kraju wiemy ciutkę więcej. Nadal żadni z nas specjaliści, ale przynajmniej możemy minimalnie przybliżyć Wam jakiego browaru warto spróbować na miejscu ;)

Dlaczego właściwie zdecydowaliśmy się na Nikaraguę?

Po zjeżdżeniu większej części Europy, potem Azji potrzebowaliśmy czegoś nowego, świeżego. Zdecydowanie hiszpańskojęzycznego. Padło na Amerykę Centralną. Ale… Do Panamy, Gwatemali czy nawet Kostaryki jeździ większość, którzy odwiedzają ten region. Nie wspomnimy nawet o Meksyku. Dlaczego nie do innych? Z pozostałych Salwador i Honduras mają zdecydowanie słabą opinię. Zostało Belize i Nikaragua. O pierwszym kiedyś marzyliśmy, od zawsze nas pociągało. Ale im więcej czytamy, im więcej wiemy i słyszymy tym może lepiej żeby tym marzeniem pozostało? A Nikaragua? Bezpiecznie, tanio…dlaczego do cholery nikt tam nie jeździ. Pomijamy aspekt „bo po drodze”. I powiem Wam, że po 3 tygodniach w tym kraju jako pierwsze nasuwa się nam nadal jedno pytanie – DLACZEGO DO CHOLERY LUDZIE TAK RZADKO OBIERAJĄ TEN KIERUNEK? I powiemy Wam jedno…lepiej wybierzcie się tam czym prędzej (jak tylko sytuacja w kraju się ustabilizuje) , bo dla nas to zdecydowanie podróżnicze odkrycie ostatnich lat! :D

Skaza na wizerunku? Aktualnie sytuacja polityczna po latach spokoju coraz bardziej się pogarsza. Niestety to fakt. Mam nadzieję, że szybko się uspokoi…Bo szkoda, by przez paru rządzących debili marnować taki potencjał…aczkolwiek to zdanie może pasować pewnie do wielu krajów świata.

No to wjeżdżamy!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeśli chodzi o pieniądze – tu nazywają się Cordoba. Nie są, aż tak fantastyczne jak Kostarykańskie (swoją drogą najfajniejsze banknoty jakie w życiu widzieliśmy), ale nadal ładne i kolorowe.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak już jesteśmy przy kasie to z góry możemy powiedzieć, że Nikaragua jest tania. Tym bardziej jeśli porównuje się ją do Kostaryki czy Panamy. Noclegi, jedzenie, transport (super tani!) rzeczy powszechnego użytku –> PIWO są w naprawdę korzystnych cenach.

No tak – dobrze wiemy, że już połowie z Was ciśnie się TO pytanie na usta. Od razu odpowiemy.
Tak – mają dobre PIWO :D Więcej – Mają super dobre piwo! Nazywa się Tońa i w naszym odczuciu jest jednym z lepszych piw jakie piliśmy poza Europą. A kosztuje….mniej niż duża butelka wody…No cóż…coś trzeba wybrać do picia 😉

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W pierwszej kolejności do zrobienia w Nikaragui jest jedna, ale za to niezwykła rzecz.
Słyszeliście kiedyś o Volcano Boarding? My też nie :D Czytając jednak o tym kraju nie sposób nie trafić na informacje o tym ‚sporcie’.
Jest tylko jedno miejsce na całym świecie, gdzie możemy uprawiać tę dyscyplinę. I tak się składa, że jest to wulkan Cerro Negro. Właśnie w tym państwie ;)

Polega to mniej więcej na tym, by wejść na szczyt wulkanu i z niego zjechać na dół. Zjeżdża się na czymś w rodzaju sanek, a raczej deski ze sznurkiem, by jakkolwiek nad nią panować :o Na górę wchodzimy jakieś 45 minut. Wysoko. Zjeżdżając można osiągać na prawdę wysokie prędkości. Rekordziści osiągają grubo ponad 100 km/h.
Czy było fajnie? Było ZAJ%$%& ;)
Poza tym ile razy w życiu można zrobić takie rzeczy, których nie można zrobić nigdzie indziej na całej naszej planecie? 8-)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

28379138_2038031319546508_6547110098554399889_n_hdr

Droga na górę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Widok ze szczytu wulkanu. Już samo wejście na tą górę i zobaczenie TYCH widoków robi piorunujące wrażenie! A główna atrakcja przecież dopiero przed nami…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kilka informacji praktycznych odnośnie Volcano Boarding. Wydaje się nam, że jest to tak niezwykła rzecz, że warto troszkę Wam to przybliżyć.
Generalnie bazą wypadową na wulkan Cerro Negro, z którego się zjeżdża jest miasto Leon. Dlaczego tylko ten wulkan? Bo ma idealny kształt i przede wszystkim całą jego powierzchnię pokrywa powulkaniczny żwir. Przez to nadaje się świetnie do zjazdu.

Zazwyczaj każdy korzysta z agencji organizujących zjazdy. Na własną rękę nie widzieliśmy, by ktoś to ogarniał. Wydaje się, że się nie da z uwagi na sprzęt potrzebny, by bezpiecznie zjechać. Wydaje się też, że nie zdzierają. Koszt to 20-32 $ zależnie od agencji. W cenie transport, deska do zjazdu, butelka wody, prosty lunch, kombinezon, gogle, rękawiczki (ważne! by podczas upadku, zdarza się często :D nie pozdzierać się o żwir).

My korzystaliśmy z agencji Quetzaltrekkers. Płaciliśmy 30$, ale jako jedyna umożliwia dwa zjazdy, a nie jeden. Dodatkowo podobno działają charytatywnie i cały dochód przeznaczany jest na dzieciaki w kraju.

Wulkan Cerro Negro w całej okazałości.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Startuje się ze szczytu ponad 600 metrowego wulkanu. Dla podgrzania atmosfery – jest on ciągle aktywny. Mówi się, że gdy następny raz wybuchnie (ostatnio w 1999 roku) najpewniej nie będzie już możliwości uprawiania tego sportu i przejdzie on do historii…
Najpierw czeka nas wędrówka na górę – około 45 minut.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To, że wulkan nadal aktywny czuć na własnej skórze. Gdy w odpowiednim miejscu przyłożymy rękę do gleby wyraźnie czuć gorąc.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na dole widać starą lawę z ostatniej erupcji w 1999 roku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak już się z całym osprzętem wgramolimy na górę…to nie pozostaje nam nic jak przebrać się, nabrać trochę odwagi i…zjechać na dół ;)
Dla podniesienia adrenaliny dodamy, że przed przyjazdem w to miejsce należy podpisać oświadczenie, że jesteśmy świadomi ryzyka i w razie wypadku nie będziemy się sądzić z organizatorem :? :D

Zjazd trwa około 1,5 minuty….choć zależy jak kto odważy się rozpędzić…Aha…o wywrotkę na prawdę nie trudno….Adam jest najlepszym tego przykładem :D w połowie trasy takową zaliczył….ale jako, że nie bolało…to drugą część trasy postanowił się rozpędzić już na maksa :D raz kozie smierć :p

Filmik ze zjazdu możecie obejrzeć tutaj –> Volcano Boarding – Zjazd

Zabawa przednia, zdecydowany must to do w tym kraju!

Jak było o Volcano Boarding to teraz należy wspomnieć o mieście, które stanowi bazę wypadową na tę atrakcję. Jest to Leon. Była stolica kraju od lat konkurująca o miano najpiękniejszego z Granadą. Jeśli mamy być szczerzy – Granada podobała się nam duuużo bardziej i trafiła do naszego TOP miast. Ale od razu zaznaczymy, że to jedno z najfajniejszych miast jakie widzieliśmy w życiu. Wracając do Leon…hmm miasto ma swój klimat, od zawsze jest symbolem walki z władzą i domem wszelakich rewolucjonistów. Wszędzie na ulicach widać piękne graffiti, którym towarzyszą wszelakie hasła wspominające historię. A walkę z systemem mieszkańcy tego kraju mają w krwi. Działo się tak od zawsze i niestety dzieje się i aktualnie. Gdy byliśmy był spokój. Niestety teraz w kraju panuje coraz większy niepokój i tak jak wspomniano wcześniej w komentarzach może dojść do puczu. Szkoda, ale mamy nadzieję, że szybko to minie i znowu zapanuje spokój.
W naszej opinii samo centrum Leon jest na prawdę przyjemne. Szczególnie okolice Parque Central i znajdującej się tam katedry. Mały skwer, tętniące życie i pare przyjemnych knajp. Idealne miejsce na popołudniowe piwko – oczywiście musi być Tońa. Drugim głównym piwem tam jest Victoria, oba dobre choć nam bardziej przypadło do gustu pierwsze. Niemniej jednak poza tym obszarem miasteczko traci na uroku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Cała okolica ma przyjemny, relaksujący klimat. Idealne miejsce na popołudniowe/wieczorne piwko czy kolację.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak to w każdym kraju o gorącym klimacie, życie budzi się w okolicach zachodu słońca. Rozstawia się wiele straganów z jedzeniem – bardzo tanie, a smaczniejsze o tysiąckroć niż okoliczne knajpy!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Klimacik był, ale tak jak wspomnieliśmy – GRANADA – to jest miasto, które pochłonęło całe nasze serca! ;)
Nosi miano kolonialnej perły Nikaragui i żebyśmy się dobrze zrozumieli – ciężko nas zauroczyć jeśli chodzi o miasta i miasteczka. Sporo już widzieliśmy, coraz rzadziej miejscowości robią na nas większe wrażenie. Ale Granada ma w sobie to coś! Jeśli kiedykolwiek mieliśmy w głowie wyobrażenie latynoamerykańskiego, cudownego miasteczka to wyglądało właśnie tak. A ono na prawdę istnieje :D Od pierwszego momentu, gdy zajechaliśmy od razu zostaliśmy zauroczeni. Jedno z najstarszych miast w kraju, założono w 1524 roku. Mówi się również, że to jedno z pierwszych europejskich miast na terenie Ameryki Łacińskiej. Do dziś, szczególnie centrum(!), zachowane jest w zadbanym, kolorowym stylu, kolonialnym stylu. Główny plac, odchodzące od niego uliczki pełne są klimatycznych restauracji oraz sklepików. Wszystko zrobione ze smakiem no i przede wszystkim z mega przyjemną atmosferą. Granada trafia do ścisłego TOP najfajniejszych miast w jakich do tej pory byliśmy! 🙂
Oczywiście można się czepiać, że jest to jedno z droższych miejsc w kraju, a po wyjściu z centrum nie jest już tak zadbane i odrestaurowane…ale z pewnością nadal bardzo kolorowe! Mimo to – dla nas – bomba! ;)

Wrzucamy sporo zdjęć, ale wydaje się nam, że warto, bo miejsce urocze!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zawsze można wstąpić coś przekąsić albo napić się drinka w jednej z baardzo licznych knajp. Wieczorami skutecznie czas umilają mariachi grający na gitarach i zbierający napiwki. Rzadko aż tak chwalimy…ale spędziliśmy tam 4 dni, a chętnie zostalibyśmy przynajmniej z miesiąc, by odkryć wszelakie zalety i pewnie też wady Granady.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Częstym widokiem są hmm…jakby to nazwać…przedstawienia uliczne? A to muzycy, a to jakiś kabaret, albo tancerze. Przechadzając się po kameralnych uliczkach nie sposób się nudzić.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Całość klimatu uzupełniają wszechobecne dorożki. Jazda konna wciąż w Nikaragui jest bardzo powszechna. Dorożki natomiast w Granadzie zastępują w dużej mierze turystyczne taksówki. Najlepsze jest to, że kolorystycznie upodabniają się do pełnej palety barw miasta :) Całość komponuje się znakomicie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Guadalupe Church – zbudowany w 1626 roku kościół to jedna z największych atrakcji architektonicznych miasta

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I jeszcze jedna wydaje się istotna sprawa. Nie tylko w Granadzie, ale w większości miejsc w jakich byliśmy można spotkać cinkciarzy. Z tego co słyszeliśmy i później sami korzystaliśmy – możemy ich z całą pewnością polecić. Mają bardzo dobre kursy – zazwyczaj takie same jak bank, jest to praca jak każda inna. Dużo bardziej kasę wolaliśmy wymieniać u nich niż w banku – jakby nie patrzeć jakaś tam przygoda, a do tego zawsze lepiej wspierać ludzi z ulicy, niż korpo. Oczywiście zawsze podpytajcie o kurs, zachować czujność w nowym miejscy należy zawsze.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jaka jest największa różnica między Kostaryką i Nikaraguą poza cenami (ta pierwsza jest przynajmniej dwa razy droższa)?
W Kostaryce wszystko jest zrobione pod turystę. Najlepiej z USA. Najlepiej 60+. Nikaragua jest nadal dzika. Chyba to nas najbardziej w niej zauroczyło.
Głównym punktem wyjazdu były dla nas wulkany. Kostaryka pod tym względem totalnie rozczarowuje. Nikaragua ma wszystko czego człowiek może oczekiwać. Wulkany wysokie, niskie, łatwe do zdobycia, trudne, aktywne i niebezpieczne oraz te w stanie spoczynku. My na start wybraliśmy wulkan Concepcion na wyspie Ometepe. Swoją drogą fajne miejsce. Wyspa znajduje się na środku jeziora Nikaragua. By się na nią dostać trzeba popłynąć około godziny promem. Koszt jak cały transport w Nikaragui śmiesznie niski. O ile się nie mylimy ok. 8 zł?
Ometepe jest godna polecenia ze względu na swój kształt. Wyspa to tak na prawdę dwa połączone ze sobą wulkany wystające ponad taflę wody – wyższy Concepcion i niższy Maderas.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na wyspie życie toczy się w bardzo wolnym tempie. Jeśli ktoś szuka spokoju i czasu na relaks to będzie miejsce dla niego. Najlepszym sposobem na zwidzanie wyspy są rowery (o ile komuś nie przeszkadza upał) bądź skutery. Dodatkowo właśnie w tym miejscu jadłem wg. mnie najlepsze jedzenie w całym kraju.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wybór noclegów jest wydawałoby się dość spory…jednak, mimo to lepiej doradzamy zarezerwować 2-3 dni przed przyjazdem. Bo jak się okazuje czasem tych miejsc może zabraknąć. My przypływając około 19 na wyspę mieliśmy mały problem w znalezieniu wolnych miejsc. Koniec końców udaliśmy się na środkową część wyspy i tam znaleźliśmy prosty lecz bardzo przyjemny nocleg w bungalow. Fajne, bo prysznic był poza domkiem z jednej strony, toaleta – a jakże również na zewnątrz z drugiej strony ;)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jakby nie patrzeć ma to swój urok. Ale po chwili odpoczynku i jakżeby inaczej, zimnym Tońa, ruszyliśmy w poszukiwaniu przewodnika, który wprowadził by nas na szczyt naszego celu – Wulkanu Concepcion. 1700 m.n.p.m.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Oto wulkan w całej okazałości.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wygląda imponująco. Do teraz przechodzą nas ciarki jak pomyślimy, że wchodziliśmy na jego wierzchołek. Czasem sobie myślimy, że lepiej było zostać gdzieś na plaży, a nie podejmować się takich wyzwań :D Ale chyba już niektórzy tak mają, że wbijają się tam gdzie inny popukałby się w głowę :lol: Może wysokość nie jest jakaś wybitna, jednak pamiętajmy, że znajduje się on na wyspie więc wyniosłość od poziomu gruntu jest znaczna. Kiedyś wchodziliśmy już na wulkan tego typu więc mniej więcej wiedzieliśmy jak to wygląda. Jednak z góry trzeba dodać, że ten wcale nie jest taki prosty do zdobycia….
Na domiar złego dwa dni przed Adam źle stanął i podkręcił staw skokowy. Noga lekko spuchła. Oho – no to już po wchodzeniu na tę górę…
W dniu kiedy mieliśmy umówionego przewodnika patrzymy na nogę – no zbyt dobrze to nie jest. Boli. Ale kurcze…chociaż spróbujmy…ile da radę tyle da, najwyżej zawrócimy…Tak..to najlepszy sposób, żeby samemu siebie okłamać, że przy tym co robimy zachowujemy jeszcze resztki rozsądku… :lol:
Koszt wynajęcie przewodnika to 24 $ za osobę do lekkiej negocjacji. W cenie też butelka wody i mały prowiant oraz dowóz do miejsca, gdzie rusza się na trekking. Czas trwania – 8 godzin.
Z perspektywy czasu uważamy, że przewodnik to opcja zdecydowanie zalecana. Niby można by było iść samemu, ale różne ścieżki, przecinające się drogi mogą łatwo zmylić. Zgubić się pewnie nie zgubimy, w końcu to wulkan – wystarczy iść w górę i kiedyś się trafi. Jednak można przynajmniej lekko błądzić. A przy takim wysiłku (1600 metrów podejścia w 4-5 godzin) szkoda sił.
No to ruszamy.
Nam przy okazji trafiła się fajna podwózka – czerwonym, old school’owym jeepem ;)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Początkowo trasa wydaje się w miarę prosta. Im wyżej tym zaczynają się robić schody. Wulkan od połowy znajduje się praktycznie w chmurze. Widoczność mała, a trasa coraz cięższa. Najpierw wchodzi się w niski, błotnisty lasek. Kij lub kijki treningowe bardzo się przydadzą, bo cholernie ślisko czasami. Łatwo można wpaść w poślizg :? Jak to wejście na wulkan tego typu…czasem krok w górę…i zjazd dwa kroki w dół…Później jak wychodzi się już ponad poziom drzew i roślinności zostają tylko skały, a droga wydaje się iść wręcz pionowo w górę! :shock: Mocno na nogach, czasem wręcz na czworaka, by tylko zachować stabilność na śliskich od wilgoci skałkach. No i tam już wiało. Różnica temperatur i otoczenia diametralnie różna. Na dole gorąc i słonecznie, na górze zimno, wietrznie i często mżawka. Wejście na górę zajęło nam około 4-4,5 godziny w niezłym tempie. Mocno nas wymęczył, a kondycję mamy raczej niezłą. Na szczycie….hmm cóż można powiedzieć…widok na krater raczej mizerny, taka mgła, że ledwo widzieliśmy siebie nawzajem z dwóch metrów :lol: Fajnie by było zobaczyć całą okazałość krateru, no ale gór często nie zdobywa się dla widoków, a dla samego wejścia na nią.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Widok znad samego krateru nie był zbytnio imponujący :D

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Filmiki z wejścia oraz ze szczytu:

  1. Droga na szczyt –> klik
  2. Na szczycie –> klik

Chwila odpoczynku, szybka przekąska i czas schodzić. Zazwyczaj zejście trwa dużo krócej niż wejście. Ale nie w tym przypadku. Zmęczenie kolan, śliskie skały, później jeszcze bardziej śliskie błoto. Wszystko to spowodowało, że schodziliśmy około 4 godzin w dość powolnym tempie. Trzeba było mocno się asekurować. Dopiero gdy zeszło się już poniżej części w chmurach droga stała się przyjemniejsza, a naszym oczom ukazał się wspaniały widok.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Widok na drugi wulkan na wyspie – Maderas.
Oczywiście musieliśmy pozować, by zrobić sobie super fotkę na pamiątkę…jednak jedyne, które zostało zrobione to to… :lol:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Powód prosty…nie ma to jak stanąć w środku mrowiska pełnego czerwonych mrówek z wielkimi główkami :lol:  W chwilę całe nas oblazły i nieprzyjemnie pokąsały :D

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W okolicznych lasach łatwo tez spotkać jedne z bardziej charakterystycznych małp – wyjce.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zdecydowanie najprzyjemniejszym i najzabawniejszym momentem całego treku jest zejście po powulkanicznym pyle :D
Śmiechu po pachy, relaksujący moment i najlepsze widoki!

Film z zejścia –> klik

Czas dalej ruszać w poszukiwaniu tego, czego tak na prawdę jeśli chodzi o wulkany szukaliśmy! I właśnie w Nikaragui jest! Aktywny wulkan ziejący lawą :o Lawą, którą widać, słychać i czuć!
Udaliśmy się prosto w stronę Masaya Volcano. Znajduje się on niedaleko Granady. Myślę, że godzinka drogi autem, lub około 1,5 autobusem. Większość zwiedzających, a każdego dnia akurat tam zjeżdża się ich sporo zjawia się o zmroku. Generalnie niestety, by wejść na teren trzeba…wjechać autem. Nie wiemy czy są obejścia tego czy nie…w każdym razie ja nie widziałem nikogo piechotą. Dziwna sprawa, ale chyba ułatwia im to kontrolę czasu jaki możemy spędzić w okolicy wulkanu. Oficjalnie przez trujące gazy wydobywające się z krateru. Czy tak jest nie wiemy. Faktycznie trochę śmierdzi, ale nie mieliśmy problemów z oddychaniem itp. Wpuszcza się jednorazowo po kilkadziesiąt osób i można spędzić tam na oglądaniu i fotografowaniu około 15 minut. Wydaje się, że to wystarcza, nie umniejszając mimo to rewelacyjnych widoków jakie tam zastajemy! Wszystko odbywa się sprawnie i gdy dotrzemy do krateru nie będzie na raz tysiąca ludzi. Spokojnie przy takiej organizacji starcza dla każdego miejsca, by w spokoju mógł się napatrzeć i porobić zdjęcia lub filmiki. Pierwszy raz w życiu widzieliśmy aktywny krater z buzującą lawą w środku. I trzeba powiedzieć, że robi to mega wrażenie. Czuć siłę natury, aż nadto!

Niestety nie byliśmy zaopatrzeni w dobry sprzęt fotograficzny, by robić zdjęcia po zmroku. Mamy nadzieję, że kilka zdjęć i filmik oddadzą choć część tego jak to wygląda.
W oczekiwaniu można zajść do małego muzeum, by dowiedzieć się więcej o nikaraguańskich wulkanach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na zdjęciach oczywiście ciężko oddać wymiar tego krateru…ale spójrzcie w lewy, górny róg. Widzicie te światełka? To samochody stojące po drugiej stronie krateru. Rozmiar imponujący. A do tego gdy nachylimy się nad dziurą czuć ciepło wydmuchiwane z krateru. Słychać również bulgotanie lawy i ruch wewnątrz ziemi. Robiło to piorunujące wrażenie!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dla lepszych efektów dorzucamy jeszcze króciutki filmik widoku na krater.

Wulkan –> klik

W Nikaragui najlepiej poruszać się dobrze rozwiniętym transportem autobusowym. Co ciekawe większość z takich pojazdów to stare, wysłużone tzw. Chicken Busy. Koszt biletów na średnich dystansach jest na prawdę niski. Oscyluje od 1 do 2 dolarów. Na dłuższych trasach podróżujemy minibusami. Koszt to ok 8-10 $. Połączenia są zrobione bardzo dogodnie. Gdy jedziemy z punktu A do B, to w punkcie B stoi już i często czeka bus do punktu C. Można całkiem szybko i…niewygodnie podróżować po całym kraju ;)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeśli w jakiś punkt nie ma połączenia lub Wam się spieszy polecamy taxi. Należymy do typu skąpych podróżników. Wolimy się przejść lub dłużej poczekać na autobus. Ale w Nikaragui taksówki są na prawdę tanie. My korzystaliśmy z nich dwukrotnie, gdy inne opcje nawalały. I przykładowo za 70 km zapłaciliśmy około 25$. Wydaje się to bardzo dobrą ceną. Tym bardziej, że byliśmy w czwórkę.

To chyba najdłuższa relacja jaką w życiu pisaliśmy….wybaczcie, że tak zanudzamy :p ale przez te 2 tygodnie strasznie dużo się działo 😉

Zauważcie, że do tej pory pisaliśmy tylko o miejscach z dala od wybrzeża. A przecież w Nikaragui mają wspaniałą linię brzegową!
Większość przejeżdżających przez kraj zostanie w San Juan Del Sur. To podstawowy powód dlaczego my tam nie pojechaliśmy. Natomiast byli nasi znajomi i po krótce –> niezła imprezownia. Jednak jeśli chodzi o plaże to w samym San Juan praktycznie ich nie ma (tzn. są ale kiepskie) i trzeba łapać busiki na okoliczne plaże. My natomiast szukaliśmy miejsca bardziej dzikiego, spokojnego. I tak podróżując palcem po mapie trafiliśmy na Playa Popoyo i Playa Santana. Leżące w bliskiej siebie odległości plaże. Co ciekawe przynajmniej w tej części wybrzeża nikt nie operuje nazwami miejscowości tylko nazwami plaż. Warto to zapamiętać. Szczególnie ta pierwsza słynie z dobrych warunków dla surferów dlatego ruszyliśmy w tą stronę. Baza noclegowa jest jeszcze na prawdę niewielka. Raczej trzeba szukać z kilkudniowych wyprzedzeniem. Aczkolwiek widać, że następuje tu pewien boom i powstaje wiele nowych hotelików oraz bungalow przy plaży. Nie jest najtaniej. Minimum 30-40 dolarów za pokój niedaleko plaży. Co prawda o niezłym standardzie. Ale jak na Nikaraguę drogo.
Kilka dni przed przyjazdem wynajęliśmy sobie fajny bungalow dla 4 osób przy samej plaży. Każdy wiem, że głupi ma szczęście. Dlatego my w tej sytuacji mieliśmy ogromne :D Zajeżdżając na miejsce okazało się, że nastąpiło ‚pewne nieporozumienie’. Właściciel – Amerykanin – miał lekki bałagan i wynajął naszą miejscówkę komuś innemu. Ale, że był na prawdę super gościem to oczywiście zaproponował nam opcję rezerwową. Tak się okazało, że co prawda nie przy plaży, ale tutaj niedaleko na wzgórzu ma drugą miejscówkę. Powiedział – będziecie zadowoleni. Zaufajcie mi. I prawie w tej samej cenie udostępni nam ją w ramach wynagrodzenia tegoż nieporozumienia. Zawiózł nas swoim autem. W momencie gdy podjechaliśmy na miejsce….oczy wyszły nam z orbit :shock:

I to….to całe jest dla NAS?
YES – that’s right.
Na cale 4 dni dostaliśmy DOM. hmmm…Może źle się wyraziłem. Dostaliśmy WILLĘ. Na samym szczycie wzgórza. Z basenem i widokiem na ocean. Szczerze, podróżując budżetowo zazwyczaj nie mamy dostępu do tego typu lokalizacji. Spaliśmy już w różnych miejscówkach. Ale w takiej jeszcze nie. I wybaczcie, że się jaramy…no ale to było coś.
Aha oczywiście musi być jakiś szkopuł.

Do sklepu macie jakieś 3 kilometry – powiedział właściciel. Yyyy…ale to żaden problem. W upale nie będziecie chodzić. Dwa razy dziennie będzie przyjeżdżał do was Leo. Leo to mój pracownik. Mówicie Leo co chcecie i Leo Wam załatwia.

Ale to dla nas….trochę niezręczne.

Spoko spoko – Leo będzie ranem i popołudniem. NO PROBLEM!
Aha i uważajcie przy basenie na skorpiony, bo czasem się tu chowają.
Bye!

No i tym sposobem zostaliśmy na 4 dni mieszkańcami tej o to miejscówki.

28580325_2052784761403269_1630152558_o_HDR

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Basen nad urwiskiem z widokiem na ocean.

thumb_IMG_1072_1024_HDR
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

No i co tu dużo mówić. Te 4 dni minęły zbyt szybko.
Z Leo koniec końców wypiliśmy ładnych pare butelek rumu.
Dwa razy uciekaliśmy przed skorpionami.
Raz uciekaliśmy przed skolopendrą.
Zrobiliśmy tysiąc zdjęć.
Zrelaksowaliśmy się aż nadto.

A międzyczasie ruszaliśmy się też na pobliską plaże – Playa Santana i Playa Popoyo. Hmm..kurczę nie lubimy pisać o plażach. W życiu widzieliśmy ich sporo. Takie i owakie. Te jakie są niech oceni każdy ze zdjęć. Można jedynie powiedzieć, że czuliśmy się tam po prostu bardzo dobrze.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Infrastruktura jeszcze niewielka. Kilka bungalow czy innych miejscówek. Parę barów. Czegoż do szczęścia potrzeba więcej?
Jedno co trzeba powiedzieć, to że ocean nie jest spokojny, a fale duże. Od razu można dodać, że nie wiemy jak jest w innych częściach zachodniego wybrzeża. Ale z tego co słyszałem praktycznie wszędzie jest podobnie. Dlatego to tak świetne miejsce dla surferów. Tak czy inaczej, żeby się pokąpać w zupełności wystarczy.
Właścicielami większości miejscówek są amerykanie. Ale nie biznesmeni. Raczej starzy surferzy, bądź zmęczeni życiem, chcący uciec od zgiełku miasta osiedleni tutaj już na stałe. Klimat na prawdę znakomity. Brak kiczu, brak masy turystów, brak też sztuczności. I to kolejny powód dlaczego radzimy do Nikaragui się śpieszyć. Ewidentnie widać tam startujący boom. Za kilka lat te miejsca, w których teraz siedzieliśmy zmienią swój klimat bezpowrotnie.

IMG_1122_HDRsm
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na ten moment jedynym wabikiem przyciągającym jakichkolwiek turystów w te miejsca jest surfing. Praktycznie każdy kto tu trafia surfuje, albo jest podróżującym szukającym nowych, nieodkrytych jeszcze, dzikich miejsc. Tak jak my 8-)
No skoro już tu jesteśmy w takich okolicznościach…no to trzeba surfingu spróbować. Nikt z nas wcześniej nie miał z tym nic wspólnego. Kumpela próbowała windsurfingu. Tyle.
Na miejscu jest kilka wypożyczalni, gdzie można wynająć deskę. Cena? 10-12$ za dobę. No to idziemy! 8-)
Idźcie do Beginners Bay. Tam jest miejsce dla początkujących. Podobno fale nie będą zbyt duże. Podobno…mówili :lol:

Gościu w wypożyczalni dał nam kilka rad i jak te łosie poszliśmy niewiedząc co nasz czeka.
Sęk w tym, że po czasie powiemy Wam, iż miejsca te to dla początkujących może i są…ale dla początkujących surferów, którzy ogarniają już co i jak, a po prostu nie są ekspertami :p
Może to dlatego, że czasem fale sięgały 3 metrów…. :o  a może po prostu, ze jesteśmy lamusami…. :lol: w każdym razie po pierwszym dniu możemy powiedzieć, że jest to cholernie trudne. Wygląda może i prosto. Ale na prawdę to wyższa szkoła jazdy. Aha i jeszcze jedno. Po godzinie człowiek jest mega wyczerpany! W każdym razie staraliśmy się, próbowaliśmy…trochę śmiechu było….kilka razy zostaliśmy mocno przemaglowani przez fale i z podkulonym ogonem wróciliśmy opalać swoje białe tyłki :D
Tak czy inaczej nie umniejsza to faktu, że próbowaliśmy a na deser zrobiliśmy sobie dobre fotki, by pokazać jakimi to jesteśmy profesjonalistami w tej dziedzinie! 8-) ;)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

IMG_1123_HDR

Można by pisać i pisać….ale chyba czas kończyć tę relację :)
Chcemy skończyć na kilku rzeczach praktycznych i nazwijmy to „przyjemnie powszechnych” ;)

Kuchnia nikaraguańska smakowała nam bardzo. Sporo street food’u dobrej jakości, częstym widokiem są food trucki. Mięsożercy będą w niebie. Nie wiem czy Was to interesuje :p ale trochę porównamy ją do kuchni w Kostaryce. Jeśli chodzi o wołowinę – czyli skarb tego regionu w Kostaryce jest nawet lepsza, duży wybór wariantów…ale….kosztuje czasem nie 2, a i 4 razy więcej. W Nikaragui nadal będzie jakościowo bardzo dobra, a w dodatku tania. Dobrego steka zjemy za 20-30 zł. Adam zakochał się w szarpanej wołowinie. Można z nią dostać wszystko. Oprócz oczywiście dań głównych, dostępne są też bułki, śniadania czy przekąski z tym specjałem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na powyższym zdjęciu oprócz szarpanej wołowiny w salsie, awokado, smażone banany oraz gallo pinto. No i tym zgrabnym akcentem przechodzimy do dania narodowego. Malowany Kogut (po hiszp. Gallo Pinto) to gotowany ryż z czarną bądź czerwoną fasolą. Później zasmaża się to z cebulką, papryką i przyprawami. Popularne w całym regionie kosztuje może kilka zł. Podaje się w wszelakimi dodatkami – od różnych rodzajów mięs, jajkami po warzywa. Dla niektórych ważne będzie też to, że w przeciwieństwie do południowego sąsiada, w Nikaragui jest duży wybór dań wegetariańskich.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Co ciekawe mimo długiego wybrzeża dostępność owoców morza jest mocno przeciętna, a ich ceny wysokie. Za to dość łatwo trafić na cevishe. U nas w kraju rzadkość dlatego warto wspomnieć. Danie z owoców morza i ryb podawanych..na surowo. Wcześniej marynuje się tylko w soku z limonki. Smak dość charakterystyczny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wspaniałą sprawą są też wspomniane na początku food trucki i street food. Za 5-10 złotych zjemy dania głównie z plackami kukurydzianymi lub naleśnikami na milion sposobów. Oczywiście Tacos, Nachos, Quesadilla czy ukochane Burrito (oczywiście z szarpaną wołowiną :twisted: )

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dla piwoszy. Nikaragua ma bardzo dobre piwo! W naszym guście ma mniejszy wybór niż Kostaryka, ale znacznie znacznie lepsze :D
Już na początku wspominaliśmy o najbardziej popularnym czyli Tońa. Jest też niezła Victoria. Reszta raczej marginalna. Ale co ważne można znaleźć piwa kraftowe! Tego się nie spodziewaliśmy. Piliśmy kilka różnych gatunków piwa i przyznać trzeba – klasa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

No i kolejne dobro narodowe kraju – RUM :twisted:
Jesteśmy miłośnikami rumu! Tak jak i cały region tak i tu dostaniemy go wszędzie.

0.7 l kosztuje ok. 40 zł za podstawowy, dobrej jakości trunek. W Nikaragui prym wiedzie Flor de Cańa, a Kostaryce zaś Centenario. Ten pierwszy występuje w wariantach 4,5,7,12,18 i najbardziej ekskluzywny 25 letni.
Pewnie Was nie zdziwi – próbowaliśmy wszystkie :roll:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A gdyby komuś było mało, chciał dać sobie w palnik zawsze może pozostać przy lokalnej tequili :D Aczkolwiek ostrzegamy…mocno zdradliwy trunek niczym góralski bimber :twisted:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Żeby już nie przedłużać dwa zdania zakończenia.

Myślisz o Panamie, Kostaryce bądź Gwatemali? Weź poważnie pod uwagę Nikaraguę. Jedyny poważny minus – ciężko o tanie loty z Europy do Managui. Natomiast zawsze można przedostać się via Kostaryka. Jeśli już rozwiążecie ten problem jest duże prawdopodobieństwo, że kraj Was oczaruje. Oczywiście są gusta i guściki, ale fakty przemawiają, że to wielce możliwe. Zaryzykujemy, iż jest najprawdziwsza w porównaniu z sąsiadami. Brak turystyki masowej, ogromna różnorodność, wysoki poziom bezpieczeństwa i poczucie odkrywania jeszcze nieodkrytego. Wydaje się, że jeśli tylko sytuacja polityczna się uspokoi, kraj czeka wielki bum turystyki w kilka następnych lat. Dlatego warto się pośpieszyć, by zdążyć liznąć to co jeszcze nieodkryte. A to tego wszystko w promocyjnej cenie 😉

Z materiałów nakręconych podczas pobytu zmontowany został AFTERMOVIE

ENJOY –> KLIK

 

 

 

 

Reklamy